Posadzone w kolejnych latach cebulki zrobiły małe kępki i mamy miks wielu kolorów i wielu odmian.
Odnalazły się krokusy w kolorach jajecznych czyli białe i żółte, cudnie wkomponowane w kępki turzycy i siewki dziewanny.
W przedogródku królują fioletowe giganty, tym razem szczęśliwie nie wykopane przez psy. Może dzięki leżącym tam szyszkom, psom wygodniej jest kopać gdzieś indziej...
Znalazłam też kępę żółtych, które muszę przesadzić, gdyż rosną w kępie floksów, ciekawe kto zaczyna wielowarstwowe uprawy kwiatów?
Najwięcej jednak mam odmian fioletowych, które w te słoneczne dni były bardzo tłumnie odwiedzane przez wygłodniałe owady.
W ubiegłym roku dosadziłam krokusy zaraz przy płocie. Moje sąsiadki żaliły się, że nie widać moich kwiatów z drogi, którą spacerują z psami. Na wyraźne życzenie rozbudowałam rabatę kwiatową od strony ulicy, oddzielając od ścieżek moich psów płotkiem wiklinowym.
I myślałam w zadowoleniu, że mam już wystarczająco dużo krokusów w ogrodzie. Aż dzisiaj wybraliśmy się na wystawę tulipanów w ogrodach Pałacu w Wilanowie (tutaj więcej) i zobaczyłam to...
...i dopisałam do mojej listy inspiracji: kupić więcej krokusów...






































Krokusy rozrastają się w spore skupiska, a dzięki temu, że kupuję różne odmiany to gdy przekwitają wcześniaczki, najpóźniejsze dopiero są w pączkach. W tym tygodniu dominują fioletowe: bardzo ciemne z jaśniejszym wnętrzem i średniofioletowe z pomarańczowymi słupkami. 

Na razie pojedynczo i w małych rodzinkach.
Sprzątnęłam dziś cały ogród, zauważyłam, że fioletowe krokusy zakwitną za kilka dni. 