Nie pochwaliłam się objawem utraty rozsądku, nie przedstawiłam moich nowych domowników.
Nadrabiam więc zaległości!
Od lipca, mamy nowe pieski. Pieski wyjątkowe, kochane, mądre i absolutnie oddane. Pieski porzucone, wytytłane w smole, uratowane, przygarnięte i adoptowane.
Moje pieski są ładne inaczej: Lila ma w sobie dużo genów jamniczki, krótkie łapki i duży brzuszek.
Ale misterem naszej okolicy jest jej synek- Fredzio! Po wytytłaniu w smole i ogoleniu, beżowe szorstkie futerko powoli odrasta i Fredzo zaczyna wyglądać jak lew. Czyż nie jest piękny?
Oboje: mama z synkiem (tajemniczy transefer genów- kim był ojciec??) zadomowiły się błyskawicznie, są radosne i ufne i może już nie pamiętają o tym co było wcześniej.
W międzyczasie przybyło nam czarnych kotów. Jest z nami Gluś i NieGluś. Są identyczne i absolutnie nierozróżnialne. W dzieciństwie Gluś miał katar a NieGluś- nie miał kataru. Ale potem katar został wyleczony i Glusie są zbiorem jednorodnym.
A my znowu mamy nierozsądną liczbę czworonogich domowników...




